Między białym a czarnym – O zbrodni, karze i odkupieniu: „Ptakon”, Witold Horwath

Co by było, gdyby nagle okazało się, że najgorsza, odrażająca zbrodnia, nie jest tak do końca czarna, a najbardziej heroiczny akt dobroci nie jest tak do końca biały? Powstałaby oczywiście szarówka, ale szarówka z tego typu mikstur, które przyprawiają o morlany ból głowy. Bo właśnie z takim bólem, kończy człowiek lekturę „Ptakona” – powieści trudnej i wymagającej, ale absolutnie wartej przeczytania.

Autor: Witold Horwath  

 
Wydawnictwo: Da Capo, 1998
 
ISBN: 83-89143-64-X
 
Liczba stron: 252

 

Skąd mam Ptakona, sama nie wiem. Najłatwiej powiedzieć, że przyfrunął, uwił sobie gniazdko na półce z książkami i cierpliwie czekał na swoja kolej. I trochę jest w tym prawdy, bo powieść czekała na mnie conajmniej sześć – siedem lat, zanim po nią sięgnęłam. Nie zjawiła się jednak w moim księgozbiorze w sposób tajemniczy – bo ją zwyczajnie pożyczyłam – ale w sposób tajemniczy w nim została. A to dlatego, że jej nigdy nie oddałam – po prostu nie pamiętam kto jest jej właścicielem, a co gorsza, nikt się nigdy o Ptakona nie upomniał. Rok temu próbowałam wcisnąć Go z uporem maniaka mojej serdecznej przyjaciółce, będąc święcie przekonaną, że to ona jest jego prawowitą włascicielką, ale spotkałam się z niezrozumieniem, i ze względu na swój upór – z lekkim wręcz przerażeniem Tak więc, zostaliśmy sobie razem – ja i bezpański Ptakon – on na półce, ja wśród innych książek. Razem ale osobno.

Po Ptakona sięgnęłam w końcu podczas tzw. polskiego ciągu czytelniczego. Ci z was, którzy czytali moje wcześniejsze wpisy, mogli zapamiętać, że mam tendencje do wpadania w ciągi – czyli czytam „pod rząd” książki z jednego gatunku, lub o jednej tematyce. Tym razem ciąg obejmował swym zasięgiem „aż i tylko” literaturę polską; aż bo jak wiadomo, dużo tego, tylko – bo w miejscu, gdzie mieszkam obecnie, mam w biblioteczce, niewiele utworów polskich pisarzy. Tak więc po wesołym „Koncercie łgarzy”, naiwnym „Zabójczym spadku uczuć” i lekko skandalizującej „Wojnie żeńsko – męskiej i przeciwko światu”, przyszła pora na dzieło Pana Horwatha. Wahałam się wprawdzie pomiędzy „Ptakonem” i „39,9” ale na wyborze zaważył fakt, iż mój dentysta nazywa się Witold właśnie i chyba potraktowałm to jako wskazówkę z niebios.

Na początku był Profesor Kozerski – stary, z lekka znudzony, a może tylko sceptyczny psychiatra, który widział już wszytsko, przez co wie już wszystko (a przynajmniej tak mu się wydaje). Potem Żanet, bogini bezsensownego okrucieństwa, pod przebraniem taniej dziewki i Anna – lekarka o oczach anioła „nerwowo zaciągającego się dymem”, uosobienie dobroci i cierpliwości. W ten przedziwny trójkąt, bezsensowną na pozór konselację trzech tak różnych od siebie jestestw, wpada młody i prawy prokurator, o posturze osiłka i łagodności dziecka. Trójkąt zmienia się w koło, koło się zamyka, i wszysto – dobro i zło, wystepek i odkupienie, a w końcu białe i czarne, zaczyna się szaleńczo kręcić i w końcu zlewać w jedno.

„Ptakona” czyta się jak dobry thrilller, nieustannie trzymajacy w napięciu, chociaż tak naprawdę jest to coś na wzór moralitetu (choć bez morału), dramatu z wyzwaniem, i to wyzwaniem nie dla bohaterów, ale dla czytelnika. Jak to ujął w posłowiu Jerzy Sosnowski, książkę cechuje „… przekora wobec wszelkich możliwych przeświadczeń czytelnika. Książka Horwatha uderza we wszystkie strony, utrudnia potępienie i rozgrzeszanie, obezwładnia nasz „permisywizm” niemniej niż naszą skłonnośc do autorytarnego społeczeństwa i radykalnej penalizacji prawa”. Bo tak naprawdę, to nie wiemy co myśleć, a nawet jak czuć; jak ocenić kogoś, kto jest uosobieniem wszelkich koszmarów i wstydliwych ciemnych popędów człowieka, a równocześnie cech przypisywanych tradycyjnie świętym – nieograniczonej dobroci, anielskiej cierpliwości i intuicyjnej mądrości.

„Soczewka skupiająca absolutne zło, a jednocześnie najwyższe dobro” – tak opisano na okładce książki ten dylemat, i jest to (co w przypadku opisów wydawcy bywa rzadkością) najtrafniejsza metafora opisująca to, z czym się spotkamy, decydując się na lekturę „Ptakona”. Odkryjemy też, iż nie zawsze połączenie czarnego i białego daje odcienie szarości. W moim przypadku czarne pozostało czarnym , a białe białym – szarówkę poczułam dopiero wtedy, gdy miałam wydać swój własny wyrok.

Wyroku nie wydałam.

Za to książkę ocenię: 5,5/6. Gorąco polecam! Każdemu!

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s