„Wojna żeńsko – męską i przeciwko światu”

 
Autor: Hanna Samson
 
Wydawnictwo: Santorski CO, Wrzesień 2005
 
ISBN: 83-60207-16-X
 
Liczba stron: 152

 

Od czasu do czasu, zdarza się taka książka, która wprawia w osłupienie. Ty czytasz z rozwartymi ustami, przecierając oczy ze zdumienia, a ona sobie jest, trwa, płynie i z kartki na kartkę uderza cię jak obuchem jej skandaliczny język, jej wulgarny nieraz charakter, a równocześnie świetnie wyjustowana trafność, jakaś podskórna mądrość, która cię pociagą, ale i zawstydza. Pociąga, bo wydaje się prawdziwa; zawstydza, bo opakowana jest w tysiące penisów, stosunków i seksualnych niedorzeczności.

Tak więc czytałam „Wojnę żeńsko – męską i przeciwko światu” i trwałam sobie w osłupieniu, tak przez pół ksiązki conajmniej. Z czasem, to osłupienie ewoluowało w chwilowe niedowierzanie, przemieszane z rozbawieniem i tak zostało do końca tej krótkiej, bo niespełna 150-stronicowej opowieści. Zastrzegam z góry, nie każdemu przypadnie do gustu specyficzna estetyka (a dla niektórych jej brak) „Wojny…” , mimo wszystko jednak, pozycja ta jest warta zachodu. Wszakże, swego czasu „Wojna…”, była szumnie nazywana pierwszą, kobiecą książką pornograficzną w Polsce.

„Wojna…” to pełna seksu i humoru opowieść o bezrobotnej dziennikarce i pisarce, której główną „radością” życia jest seks bez zobowiązań, głównym pożywieniem puszka groszku (raz na jakiś czas), a głównym pragnieniem – wyrwanie się z finansowego marazmu. Barbara, dzięki swojej determinacji (i wyjątkowym umiejętnościom oralnym, nie mylić z oratorskimi), dostaje szansę na publikowanie comiesięcznych felietonów w „Wyuzdanym Magazynie dla Pań”. Jej pierwszy tekst, o dźwięcznym tytule „Pies w spodniach. O kluczowej roli penisa w diagnozowaniu osobowości mężczyzny”, wywołuje ogromny skandal, masową histerię i sprawia, że Barbara z bezrobotnego pisamka, przeobraża się w świadomości Polaków, w boginię seksu i specjalistę „od penisa”. Od tej chwili wszystko postępuje lawinowo – sława, bogactwo, nieprzyzwoita popularność, autorski teleturniej „Whose is chuj?” i prywatna Klinika Prącia. Ale Barbara nie jest szczęśliwa – wręcz przeciwnie – pogrąża się coraz bardziej w depresji, jest coraz bardziej zmęczona i zagubiona.

Motyw przewodni powieści nie jest wyszukany, ośmielę sie nawet stwierdzić, że (szczególnie po publikacji „Bridget Jones”) jest to jeden z najbardziej oklepanych tematów literatury kobiecej. Chodzi oczywiście o „Kobieta w wieku średnim przechodzi kryzys i co z tego wynika”. Sposób w jaki jednak Pani Samson potraktowała zagadnienie, jest zjawiskowy. Zamiast stron, zapełnionych rozmyślaniami typu „beznadziejność życia”… „i jestem w pułapce”… „a on mnie zostawił…zdradził…czy ktoś mnie pokocha?”… „wychodzi słońce…znów pada deszcz i depresja”… „kolejna dieta, kolejna przemiana”… „wierzę w miłość”, mamy pieprzny język, rubaszny humor i poważne przemyślenia, wplecione w to wszystko jakby od niechcenia, ale z mocą, której można odmówić większości „babskiej” literatury.

Warto więc poznać Barbarę, kobietę, która walczy z nadwaga, zwracając posiłki, niczym „Księżna Diana, królowa ludzkich serc”. Kobietę, która w finansowej desperacji, stawia przy swoim łózku stolik z porcelanowym talerzykiem, z nadzieją, że jej kochankowie wrzucą na niego „co łaska”. Kobietę, która próbując odnaleźć radość życia, zażywa testosteron, co przyprawia ją o niekontrolowany popęd seksualny, brodę oraz wąsy. I wreszcie, kobietę, która w morzu penisów, strumieniach pieniędzy i oceanie sławy, dryfuje podświadomie ku źródle miłości.

Na okładce powieści widnieje: „To książka o przewadze kobiety nad mężczyzną, wrażliwości nad testosteronem, miłości nad seksem”. Mimo wszystko, nie zniechęcajcie się panowie. Warto sięgnąć, chociażby po to by sprawdzić, czy teoria Barbary Patryckiej o określaniu osobowości na podstawie penisa, zawiera w sobie choć odrobinę prawdy.

Reasumując: 4,5 na 6.

Reklamy